Książki; anonse; recenzje, opinie

To książka "gorąca". Autor stawia zakazane do niedawna przez cenzurę pytania. Komu zależało na krwawej pacyfikacji zrewoltowanego Wybrzeża? Kto polecił instruować żołnierzy o rzekomym wybuchu w Gdańsku "antypolskiego, prohitlerowskiego" powstania? Kto skierował czołgi na uzbrojonych w pięści i kamienie cywilów?
Zbigniew Branach ujawnia nieznane dotąd opinii publicznej meldunki do MSW ówczesnego szefa gdańskiej bezpieki płk. W. Pożogi. Przedstawia metody prowokacji i dezinformacji będące efektem symbiozy kierownictwa PZPR, SB-MSW i wojska. Przypomina kto był za, a kto przeciw budowie Pomnika Poległych Stoczniowców.

Wydawnictwo EUROPA 1990. S. 174, zdjęcia. 50-tysięczny nakład wyczerpany.


Książka „Grudniowe wdowy czekają” jest bestsellerem ostatnich tygodni, Autor zamieścił w niej rewelacje dotyczące kulisów tragicznych wydarzeń na Wybrzeżu, włączając najnowsze materiały ze śledztwa, które w październiku ub. roku zostało wznowione na polecenie ministra sprawiedliwości.

W książce są nie publikowane dotąd materiały oraz zdjęcia, np. z prywatnego archiwum księdza Henryka Jankowskiego.

Zbigniew Branach był uczestnikiem tragicznych wydarzeń. Materiał do swojej reporterskiej relacji gromadził przez 20 lat. Dopiero teraz mogła się ona ukazać drukiem. „Nadal czekają na prawdę”

„Grudniowe wdowy czekają”. Książka Zbigniewa Branacha, nosząca taki właśnie tytuł, jest wielkim pytaniem „DLACZEGO?”. Dlaczego jeszcze dziś, dwadzieścia lat po tragicznych wydarzeniach z grudnia 1970 roku na Wybrzeżu, nie udało się odpowiedzieć na proste pytania: – Kto rozkazał strzelać do stoczniowców? Dlaczego na ulicach Gdańska, Gdyni i Szczecina polała się krew?

[…] Branach ma prawo o to zapytać. Jako dwudziestodwuletni człowiek widział wtedy w Gdańsku zabitych. Był jednym z tych, do których „ludzie w mundurach polskiej milicji i polskiego wojska strzelali”.

Zawarte w książce pytanie – jak to wszystko było możliwe – rozkłada się na wiele pytań szczegółowych. Dlaczego w prokuratorskich protokółach nie ma zeznań milicjantów? Dlaczego nie zostało wyjaśnione z jakiej broni strzelała wtedy milicja, a z jakiej wojsko? Rzecz jest istotna, bo kule, które zabijały, pochodziły z dwóch, bardzo łatwych do rozróżnienia typów karabinów. Dlaczego ludzie, którzy podobno zginęli od pocisków odbitych od ulicy, mieli rany wlotowe na karkach i plecach. Strzelano do uciekających czy strzelali snajperzy z dachów? Wreszcie, kto bezpośrednio wydał rozkaz użycia broni. Kto polskich żołnierzy w polskich czołgach skierował na polskich robotników?

„Wdowy po ofiarach Grudnia, matki zabitych i ich dzieci ciągle czekają na wyjaśnienie wszystkich okoliczności śmierci ich bliskich. Nie chcą zemsty. Chcą prawdy”. O tym jest książka Zbigniewa Branacha „Grudniowe wdowy czekają”… 

Za: SEO 12 lipiec 2011

 


Tajemnica śmierci księdza ZychaReporter poszukuje prawdy, mówi Zbigniew Branach. Bywa, że jest kimś na podobieństwo sędziego śledczego. Musi mieć predyspozycję do niezależności, odmienności spojrzenia. Zajęcie, które podjąłem w latach 70. jest pasjonujące, ale wymagające wyrzeczeń.
Książka jest owocem dziennikarstwa śledczego właśnie. Na początku l. 90, kiedy nikt nie myślał o powstaniu IPN, autor pisał o kulisach zbrodni państwowych w wykonaniu nieznanych sprawców rodem z MSW PRL. Książka jest cenna, bo dowiadujemy się z niej całej prawdy o systemie komunistycznym. Gdybym miał fundusze, nagrodziłbym autora polskikm Noblem za literaturę faktu, mówił w 1995 r. Krzysztof Kąkolewski, klasyk reportażu polskiego.

Agencja Reporterska CETERA 1994, 1997, 2005, 2008. S. 221, zdjęcia, indeks nazwisk. Brak.


Pierwszy Grudzień JaruzelskiegoDomeną książki są fakty opisane żywym, reporterskim językiem oraz dokumenty obalające stereotypy dotyczące prominentnych uczestników Grudnia'70, pisał wybitny eseista i krytyk literacki Włodzimierz Paźniewski. To literatura faktu, jakich niewiele. Praca Zbigniewa Branacha posiada walor historyczny, autor bowiem z pedantyczną starannością informuje, kto był kim w czasie Powstania Grudniowego. Jest to wreszcie rzecz o ofiarach, przeciwko którym użyto broni. Piszę dla zadośćuczynienia pamięci tych, których w czasie pokoju zastrzelono i rozjechano gąsienicami pancernych wozów bojowych, mówi autor.

Agencja Reporterska CETERA 1998, 2004. S. 199, przypisy, bibliografia, indeks nazwisk. Brak.

 

Czerwony ParasolTo ważna, poruszająca książka, pisze we wstępie Bogdan Klepas. Piotr Majchrzak, uczeń poznańskiego Technikum Ogrodniczego, umarł po pobiciu przez nieznanych sprawców w maju 1982 r. Nie był człowiekiem z pierwszych stron gazet. Nie należał do założycieli, ani liderów "Solidarności". Wywodził się jednak z domu, w którym rodzice wpajali dzieciom od maleńkości znaczenie słów: Bóg, Honor, Ojczyzna, Solidarność.
Autor nie napisał hagiografii 19-latka, lecz odsłania kulisy zbrodni oraz niuanse i meandry śledztwa. Celowe działanie władz stanu wojennego lub nieudolność przedstawicieli aparatu ścigania sprawiły, że sprawca zbrodniczego ciosu zadanego Piotrowi pozostaje nieznany.

Wydawnictwo "BONAMI" 2002. S. 126, zdjęcia. Nakład wyczerpany.


Oskarżony Jaruzelski i inni...Był czas pokoju, a na ulicach Gdańska, Gdyni, Szczecina i Elbląga śmiertelnie postrzelono prawie pół setki ludzi i ponad 1160 raniono. Żołnierze i milicjanci strzelali do Polaków upominających się o godne życie. - Chcemy chleba! - wołali. - To kontrrewolucja! - orzekli ludzie  Gomułki i polecili protestujących powystrzelać. I Janek Wiśniewski padł... Książka pokazuje tragedię w sposób niezwykły, pisze Jarosław Wierzchołowski. Jaromir Kwiatkowski: jak to dobrze, że istnieją tacy autorzy,  dzięki którym bolesne rany najnowszej historii Polski nie zarastają błoną niepamięci. Wybitny reportażysta przedstawia w sposób pasjonujący, z wielką pedanterią i szacunkiem dla szczegółu, zapis pięciu tragicznych dni...

CETERA, Wydawnictwo "BONAMI" 2001, CETERA 2008. S. 216, zdjęcia, przypisy, indeks nazwisk.


Sam płonął i nas zapalałKsiążkę czyta się jak wstrząsająca opowieść o machinie zła, pisze we wstępie ks. abp. prof. dr hab. Edward Ozorowski. Książkę przeczytałem jednym tchem. Ks. Suchowolec, który miał pragnienia wyprzedzające rzeczywistość, pozostawał dotąd w ceniu swego przyjaciela - Ks. Jerzego. Jan Leończuk, dyrektor Książnicy Podlaskiej: Niezwykła to książka, jak i niezwykły jest jej autor od lat odtwarzający z ogromną wrażliwością kulisy zbrodni popełnionych na kapłanach. Jerzy Kłosiński: To dokument pisany ręką sprawnego reportera. Beletrystyczna sprawność autora, przy zupełnie sensacyjnych, nowych faktach dotyczących zabójstwa ks. Suchowolca, nadaje książce duży walor czytelniczy.

Agencja Reporterska CETERA 2001, 2005. S. 302, zdjęcia, bibliografia, indeks nazwisk.


- Książkę przeczytałem jednym tchem – napisał we wstępie ks. prof. Edward Ozorowski, Biskup Pomocniczy Archidiecezji Białostockiej. – Jest ciekawa, odkrywcza i inspirująca. Ks. Stanisław Suchowolec pozostawał dotąd w cieniu swojego przyjaciela – Ks. Jerzego Popiełuszki. Dobrze, że Pan Zbigniew Branach odważył się wydobyć go na światło...

Niezwykła to książka, jak i niezwykły jest jej autor. - Zbigniew Branach uprawia specyficzny gatunek literacki; można go nazwać prozą dokumentalną, zauważa znany pisarz, eseista i krytyk literacki Włodzimierz Paźniewski. - Autora interesują przede wszystkim dramatyczne i do końca niewyjaśnione zdarzenia z najnowszej historii Polski.  Od lat z godną uznania wnikliwością odsłania kulisy zbrodni politycznych, których ofiarami w 1989 r. byli kapłani katoliccy.

Z dociekań autora jednoznacznie wynika, że śmierć księdza Suchowolca nie była przypadkowa. Z zimną krwią ją zaplanowano, precyzyjnie wykonano, wreszcie starannie zatarto ślady. Zbrodni niewątpliwie nie dokonali ludzie przypadkowi, lecz profesjonalni mordercy. Z mieszkania ofiary nic nie zginęło. Nasuwa się więc szereg pytań. Kim byli sprawcy? Dlaczego, z jakiego powodu zamordowali kapelana białostockiej „Solidarności”? Jak to się stało, że do dziś nie znaleziono morderców?

Prywatne śledztwo Branacha podąża wieloma tropami. Sporo wyjaśnia następujący passus z książki: - Mamo, nie martw się. Jeśli mnie – nie daj Boże – coś się stanie, to przecież Staszek mnie zastąpi – powiedział ks. Jerzy Popiełuszko do swojej matki. 

Tak, miał na myśli ks. Stanisława Suchowolca, który po śmierci przyjaciela jego rodzicami opiekował się jak swoimi własnymi. Ks. Stanisław, po zabójstwie ks. Jerzego, zafascynowany starszym kolegą, w rodzinnej parafii przyjaciela w Suchowoli, wprowadził Msze święte za Ojczyznę. Tłumy co miesiąc gromadzące się w suchowolskim kościele nie podobały się ówczesnej władzy. Zaczęły się szykany, prześladowania, pobicia. Dręczyli go głównie tzw. nieznani sprawcy. Młody wikary nie zrażał się. Bagatelizował groźby. Podjęte dzieło kontynuował także po przeniesieniu do Białegostoku. Branach cytuje jednego z przyjaciół kapłana: Wielu wiedziało o niebezpieczeństwie, na jakie się narażał. Doradzaliśmy mu umiar. On jednak nie dał się zatrzymać...

Ks. Stanisław Suchowolec został zamordowany w nocy 30 stycznia na plebani w białostockich Dojlidach. Nieznani złoczyńcy rozlali w jego mieszkaniu niezidentyfikowaną substancję, która nie spowodowała wprawdzie pożaru, lecz znaczne podwyższenie temperatury i wydzielenie się dwutlenku węgla. Właśnie zaczadzenie było bezpośrednią przyczyna zgonu kapłana.

Książka Branacha jest dokumentem pisanym ręką sprawnego reportera, docierającego wszędzie tam gdzie trzeba dotrzeć w celu poznania prawdy. Zbiera relacje świadków, wgłębia się w archiwa, kojarzy zdarzenia, których nie chciała lub nie umiała skojarzyć prokuratura. Beletrystyczna sprawność autora, przy zupełnie sensacyjnych, nowych faktach dotyczących zabójstwa ks. Suchowolca, nadaje książce znakomity walor czytelniczy.  

Powstała zatem fascynująca książka, którą naprawdę czyta się „jednym tchem”. Lektura jednocześnie zapada głęboko w serce i niepokoi sumienie, prowokuje do niewygodnych pytań. W posłowiu Zbigniew Branach kreśli jakże piękne i znamienne zdania: Moim zamiarem nie było napisanie hagiografii. Słynny wikary z Dojlid nie był Herosem. Miał wady i słabości. Ale nie mieścił się w ramach kuszącej wygodami przeciętności. Zgodnie ze wskazaniami herbertowskiego Pana Cogito – był wierny. Bogu i Ojczyźnie. Ale nie ocalał. Bóg dał mu łaskę, aby o Chrystusie zaświadczył przez przelanie krwi.

W istocie jest to jednak książka nie tylko o ks. Suchowolcu. Z. Branach nawiązuje do splotu nici łączących tajemnicze, zagadkowe i do końca wciąż niewyjaśnione zgony także innych kapłanów w tym samym 1989 r. Księży Stefana Niedzielaka i Sylwestra Zycha. Temu ostatniemu autor poświęcił zresztą swoją wcześniejszą publikację (Tajemnica śmierci księdza Zycha). 

Książka Zbigniewa Branacha jest pracą o najnowszej historii Polski. O jej mrocznych zakamarkach, niezbadanych kulisach. To cenne źródło dla historyka. Zaś w sensie poznawczym dla każdego z nas. Katolików. W ferworze codzienności bowiem nie pamiętamy, nie zdajemy sobie sprawy, że ks. Popiełuszko nie był ostatnią ofiarą wśród księży katolickich minionego ancien regime’u. 

PS. Na marginesie warto dodać, że w roku 1981 kapelanem podlaskiego Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność” był obecny Biskup Polowy WP Sławoj Leszek Głódź, który podówczas pracował w Kurii Arcybiskupiej i Sądzie Arcybiskupim w Białymstoku.

Ks. kpt. Leonard Nałęcz Sadowski,  Proboszcz Parafii Wojskowej w Gliwicach 


Mit Ojców ZałożycieliAutor dokonuje swoistej reinterpretacji zdarzeń, które doprowadziły do upadku komunizmu w Europie. Pisze o bohaterach lubelskiego Lipca i Sierpnia'80 na Wybrzeżu oraz powstaniu „Solidarności". Przywraca pamięć o marginalizowanych Wolnych Związkach Zawodowych. To solidna praca z zakresu historii najnowszej. Sięganie do szczegółów przy jednoczesnym mocnym nakreśleniu perspektywy daje znakomity efekt. Branach nie tyle omawia, co cierpliwie objaśnia sierpniowe wydarzenia. Autor omawia skandal doktrynalny, jakim dla partyjnych był bunt robotników przeciwko rządzącej PZPR oraz szok sekretarzy, generałów i ministrów uzasadniających swoją władzę rzekomym mandatem... robotników. 

 Agencja Reporterska CETERA. S. 302, zdjęcia, przypisy, bibliografia, indeks nazwisk. 

http://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=30193


[…] Dziękujemy przede wszystkim za prawdę opisu zawartą w książce „Mit ojców założycieli”. To jest część chwalebna życia naszego pokolenia!

Książka mogłaby posłużyć jako scenariusz do wielkiego dokumentalnego filmu, oczywiście pod czujnym okiem autora. Wszystkie fakty, każdy ruch na dwupoziomowej scenie są tak wiernie opisane, że czytając ma się przed oczami nie litery, a obraz malarski. Na obrazie widać moc uwypuklonych detali, jakże przemawiających i jakże bardzo istotnych, np. widać fizis W. Jaruzelskiego, rzucającego „kąśliwą uwagę pod adresem tego, z którym już wie, że nie musi się liczyć”.

Dalej następne twarze w oka mgnieniu rozpogodzone pod wpływem kilku prawdziwych, odważnych słów wypowiedzianych przez ks. Hilarego Jastaka.

No cóż – kończąc chciałabym napisać, że wywnioskowałam, iż Pana Imiennik - Zbigniew Herbert jest Panu bliski. Boleśnie odczułam jego odejście i wszystko to, co rozpętało się później na jego temat i na inne tematy.

Więc na zakończenie refleksja Wielkiego Poety:

„czy Pan Cogito/ nie tłumaczył cierpliwie/ że nie należało podpisywać/ traktatów ze złoczyńcą”

Serdeczne pozdrowienia od uwiedzionej czytelniczki i jej męża czytelnika.

Hanna i Marian Morawscy, Stare Zakole 15 luty 2012 r.


Piętno KsiężobójcyTo rzecz o nieznanych opinii publicznej przygotowaniach do "zbrodni czterdziestolecia", kulisach tzw. procesu toruńskiego, w którym osądzono bezpośrednich wykonawców zbrodni na księdzu Popiełuszce oraz nieudanej próbie skazania ich mocodawców (proces "Ciastonia i Płatka). Autor analizuje mechanizm zbrodni państwowej oficerów zatrudnionych w resorcie generała Kiszczaka. Zabójcy okryli hańbą swoje rodziny. Przeszli do historii, z tytułowym "piętnem książobójców", a ich nazwiska będą powtarzać pokolenia, które przyjdą po nas.

S. 271, bibliografia, zdjęcia, przypisy, indeks nazwisk. Książka dostępna.


Polityka strzelaniaTo esej historyczny o kulisach spisku przeciwko Gomułce, przyczynach i skutkach robotniczego buntu oraz zbrojnej pacyfikacji powstania grudniowego w 1970 roku na Wybrzeżu. W czasie pokoju, 25 lat po wojnie - wysłano 4 dywizje wojska na strajkujących przeciwko biedzie. Żołnierzom i oficerom wydano ostrą amunicję. Strzelano nawet do dzieci (najmłodsza ofiara ma 15 lat). Z jednej strony mamy dramat rodzin 45 ofiar pacyfikacji, a z drugiej konsekwentne przemilczanie, kamuflowanie zbrodni przez rządzących i w rezultacie nieosądzenie sprawców. 

Agencja Reporterska CETERA 2008. S. 400, zdjęcia, bibliografia, indeks osób.


Zbrodnia przy PowązkowskiejTo reportaż historyczny o życiu i tragicznej śmierci ks. Stefana Niedzielaka; kapelana AK obwodu łowickiego, uważanego za ojca Rodzin Katyńskich; twórcy powązkowskiego Sanktuarium Poległym na Wschodzie. Księdza zamordowano w 1989 roku tzw. metodą zakolankowania. Z mieszkania nic nie zginęło, a sprawców zbrodni nie wykryto. Nie jest chyba przypadkiem, że 10 dni później, tuż przed rozpoczęciem obrad Okrągłego Stołu, podobnie perfekcyjnie zamordowano przyjaciela ks. Popiełuszki, kapelana białostockiej „Solidarności" - ks. St. Suchowolca.

Agencja Reporterska CETERA 2009. S. 180, zdjęcia, indeks nazwisk.


Książka: Zlecenie na Popiełuszkę, to ważny głos w dyskusji nad możliwościami dochodzenia do prawdy i nad koncepcją zbliżania się do niej, wybrzmiewający w bardzo konkretnym kontekście wszystkich tych działań i przedsięwzięć, które miałyby na celu jej zafałszowanie. Autor nie waha się – respektując styl pracy badacza historii – zwrócić uwagę czytelnika na to, że hipoteza ma wtedy wartość, gdy znajduje odzwierciedlenie w faktach, nie zaś spekulacjach, u których podłoża leżą nawet najszlachetniejsze intencje. Ten swoisty motyw przewodni jego rozważań wpływa niejako na konstrukcję pracy, w której ogólnikowość wypowiedzi zwolenników „nowej prawdy” wyraźnie staje w opozycji wobec źródłowych potwierdzeń i uzasadnień.

Agencja Reporterska CETERA 2014/2015. S. 280. zdjęcia, indeks nazwisk.

 


 

 Fragmenty niektórych recenzji książek

Krzysztof Kąkolewski: - Książka Tajemnica śmierci ks. Zycha jest cenna, bo możemy z niej dowiedzieć się samej prawdy o systemie komunistycznym. Gdybym miał fundusze, nagrodziłbym autora polskim Noblem za literaturę faktu (Express Wieczorny 13 07 1995).

Wiesława Kwiatkowska: - W książce Pierwszy Grudzień Jaruzelskiego pokazane zostało, jak doszło do wydania wojny narodowi, kto kierował działaniami wojska i milicji oraz jak to było z ofiarami. I jest to szczególnie ważne, bo w przeciwieństwie do dobrze znanego Marca’68 (nikt wtedy nie zginął) o Grudniu’70, który pochłonął wiele ofiar, mało kto w Polsce wie… (Magazyn SO-LIDARNOŚĆ Regionu Gdańskiego nr 5/2001).

Teresa Muszyńska: - W książce Sam płonął i nas zapalał, autorowi udało się dotrzeć do spraw dotąd skrzętnie skrywanych przed opinią publiczną... Powstała książka, która zapada głęboko w serce i niepokoi sumienie, prowokuje do niewygodnych pytań (Gazeta Współczesna 02 02 2001).

Jerzy Kłosiński: - Książka Branacha jest dokumentem pisa-nym ręką sprawnego reportera, który dociera wszędzie tam, gdzie trzeba dotrzeć, aby poznać prawdę. Zbiera relacje świadków, wgłębia się w archiwa, kojarzy zdarzenia, których nie chciała lub nie umiała kojarzyć prokuratura... Beletrystyczna sprawność autora, przy zupełnie sensacyjnych, nowych faktach dotyczących za-bójstwa ks. Suchowolca, nadaje książce duży walor czytelniczy... Jest lekturą wstrząsającą (Tygodnik Solidarność 16 03 2001).

Jan Leończuk: - Niezwykła to książka, jak i niezwykły jest jej autor od lat odtwarzający z ogromną wnikliwością kulisy zbrodni popełnionych na kapłanach... Miejmy nadzieję, że książka nie pozwoli wymazać z pamięci ideałów, którymi żył bohaterski kapłan i utrwali testament polskiego duchownego i czasy heroicznych wyborów (Czas Miłosierdzia nr 3/2001).

Tadeusz Skutnik, eseista, krytyk literacki: - Książki Zbigniewa Branacha - rezultaty dziennikarskich śledztw - cechuje duża przymieszka emocjonalności i stylistycznego patosu, których on zresztą stara się unikać. Jakby emocje i patos były czymś nieprzystojnym. Nie są - ogólnie biorąc. Niemniej do przedmiotu jego badań nie najlepiej przystają. Branach to czuje i stara się być powściągliwy. Do tego przedmiotu najlepiej przystaje brzytwa… (Dziennik Bałtycki 23 02 2001).

Włodzimierz Paźniewski: - Zbigniew Branach uprawia specyficzny gatunek literacki. Można go nazwać prozą dokumentalną. Autora interesują przede wszystkim dramatyczne i do końca nie wyjaśnione zdarzenia z najnowszej historii Polski... Rzetelnie udokumentowana książka Sam płonął i nas zapalał, może być cennym źródłem wiedzy dla historyka... Prywatne śledztwo, prowadzone przez Branacha, podąża wieloma tropami... W istocie książka jest pracą o najnowszej historii Polski, o jej mrocznych stronach (Gość Niedzielny 15 04 2001).

Jarosław Wierzchołowski: - Wydawałoby się, że mamy do czynienia z jeszcze jedną książką o Grudniu, mówiącą o znanych już faktach. Tymczasem książka Zbigniewa Branacha (Oskarżony Jaruzelski i inni…) pokazuje tragedię roku 1970 w sposób niezwykły… Czyta się (ją) jak dobry kryminał. Branach tworzy pasjonującą historię, której tragiczny finał niestety wszyscy znamy. Towarzyszy generałom w naradach sztabowych, odprawach… To po-zwala nam niemalże odczuć atmosferę tamtych dni, ale też poznać sposób rozumowania i sylwetki ludzi, którzy dziś odpowiadają za sprawstwo kierownicze masakry (Magazyn SOLIDARNOŚĆ Regionu Gdańskiego nr 11/2002).

Jaromir Kwiatkowski: - To trzecia książka tego autora o Grudniu’70. Najnowszą - tak jak i poprzednie - przeczytałem jednym tchem… Jak to dobrze, że istnieją tacy autorzy jak Branach, dzięki którym bolesne rany najnowszej historii Polski nie zarastają blizną niepamięci. Wybitny reportażysta w sposób pasjonujący, z wielką pedanterią i szacunkiem dla szczegółu przedstawia zapis pięciu tragicznych dni (Dziennik NOWINY 19 12 2002).

Jerzy Kłosiński: - W książce Piętno księżobójcy, autor opisuje nie tylko okrucieństwo mordu na księdzu Popiełuszce… Bada przebieg dwudziestu lat śledztwa… Wskazuje winnych, a jego zarzuty sięgają najwyższych stanowisk w państwie. Branach nie boi się mocnych słów… Autor relacjonuje w sposób pasjonujący, ale też i mrożący krew w żyłach przygotowania do zbrodni, zatrzymanie samochodu księdza, pojmanie, ucieczkę Waldemara Chrostowskiego. No i oczywiście przerażające szczegóły męczeństwa księdza podczas drogi do tamy we Włocławku. Lektura nie jest łatwa, choć z drugiej strony książkę czyta się jak powieść sensacyjną. Większość faktów i szczegółów dotyczących śmierci kapelana SOLIDARNOŚCI opisywanych przez Branacha, nie jest znana powszechnie. Niezależnie od wszystkich innych jej walorów, ta książka musiała powstać choćby po to, by te fakty stały się znane (Tygodnik Solidarność 21 10 2005).

W książce: MIT OJCÓW ZAŁOŻYCIELI - AGONIA KOMUNIZMU ROZPOCZĘŁA SIĘ W GDAŃSKU, autor dokonuje swoistej reinterpretacji zapoczątkowanych w Polsce wydarzeń, które doprowadziły do upadku komunizmu w Europie. Demistyfikuje fałszywych „ojców założycieli” SOLIDARNOŚCI i przywraca pamięć o marginalizowanych Wolnych Związkach Zawodowych. - Ta książka wymyka się podziałom gatunkowym - pisze recenzent. - Z reportażu mamy tu opisy, wtrącone słowa strajkujących lub wypowiedzi partyjnych prominentów. Mimo tego autor dąży do objęcia całego tła oraz znaczenia Strajku Wielkiego. Jest to bowiem solidna praca z zakresu historii najnowszej. Sięganie do szczegółów przy jednoczesnym mocnym nakreśleniu perspektywy daje znakomity efekt: Branach nie tyle omawia, co cierpliwie i wszechstronnie objaśnia sierpniowe wydarzenia (…) Imponuje zegarmistrzowska wręcz robota nad użyciem historycznych materiałów (…) Książka w najoczywistszy sposób polityczna nie została spłaszczona i złożona na ołtarzach ani obowiązującej poprawności politycznej, ani też nie mniej dogmatycznej „politycznej niepoprawności”. Branach składa świadectwo wobec własnej wiedzy i sumienia. To drugie jest naturalnie jednostkowe, ale przekazana wiedza jest tak dalece poszerzona w stosunku do własnych doświadczeń autora, że jego głos ma wagę ponadjednostkową (…) „Niewygodna” wersja zdarzeń jest w tej książce przedstawiona interesująco, dobitnie i bez krzyku... To tylko godny uwagi materiał do sprawdzania różnych poglądów na teraźniejszość i przeszłość Polski. A że jest to zarazem niekłamana radość czytania - polecam tym bardziej (The seeker [?] Czyj jest Sierpień? BiblioNETka.pl23 03 2006). 

 

 

Ks. prof. dr hab. Dariusz Zagórski: Hipotezy, to nie fakty

Fragmenty laudacji wygłoszonej na promocji książki w toruńskim Dworze Artusa 2 grudnia 2014 roku.

[...] Życie księdza Jerzego, jego odwaga i tragiczna śmierć z całą pewnością uformowały mnie jakoś dogłębnie i zwróciły uwagę na zagadnienie prawdy – przeciwstawione zakłamaniom i niedomówieniom, tak często serwowanym nie tylko przez ludzi minionego systemu, ale również dziś.

Z dotarciem do prawdy wiąże się z całą pewnością rzetelność poznawcza, która nie może bazować jedynie na przypuszczeniach, czy niepewnościach. Zwracali na to uwagę już starożytni, również pisarze wczesnochrześcijańscy – jak chociażby Klemens Aleksandryjski, który wyraźnie przypominał o tym, że są niejako dwa rodzaje wiedzy, poznania – jakim dysponować może człowiek, to jest wiedza pewna – gnosis i wiedza niepewna – oiesis – a więc mniemanie charakteryzujące ludzi mających tendencje do popadania w błędy.

Dzisiaj, gdy rozmycie prawdy dokonuje się na naszych oczach niejako codziennie, łatwo o przemycenie poglądów, które choć nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, potrafią zasiać w człowieku wątpliwości, albo nawet od prawdy bardzo daleko odsunąć. Dobitnie w odniesieniu do wydarzeń bolesnego prześladowania i umierania ks. Jerzego Popiełuszki ukazuje nam to Autor prezentowanego dziś opracowania – Pan Zbigniew Branach.

Książka: Zlecenie na Popiełuszkę, to ważny głos w dyskusji nad możliwościami dochodzenia do prawdy i nad koncepcją zbliżania się do niej, wybrzmiewający w bardzo konkretnym kontekście wszystkich tych działań i przedsięwzięć, które miałyby na celu jej zafałszowanie. Autor nie waha się – respektując styl pracy badacza historii – zwrócić uwagę czytelnika na to, że hipoteza ma wtedy wartość, gdy znajduje odzwierciedlenie w faktach, nie zaś spekulacjach, u których podłoża leżą nawet najszlachetniejsze intencje. Ten swoisty motyw przewodni jego rozważań wpływa niejako na konstrukcję pracy, w której ogólnikowość wypowiedzi zwolenników „nowej prawdy” wyraźnie staje w opozycji wobec źródłowych potwierdzeń i uzasadnień. Wiarygodność Autora i jego zmysł uczciwego podejścia do śladów, jakie pozostawiło nam dziejowanie, zwiększa pokora badawcza, która nie ma na celu kwestionowania trudu i wysiłku dochodzenia do prawdy innych ludzi.

Pan Zbigniew Branach bez cienia przesady i nie dla uznania swej nieomylności stwierdza, że kibicuje każdemu, kto angażuje się w dociekanie prawdy, bo robotników na tym polu wciąż mało… Wyraźnie jednak i bezlitośnie demaskuje wizje historii tych, którzy sami siebie – jakby dla przeciwwagi – kreują na mających nie tylko klucz do prawdy, ale patent na prawdę jedyną. Ta swoista metaprawda – tak ją nazwę – niemal zawsze objawiana jest – co zaznacza Autor – w świetle reflektorów, a komunikaty specjalne klubu miłośników wersji alternatywnych historii najnowszej (s. 157), zawsze znajdą miejsce ich publikacji czy obwieszczenia. To, co charakteryzuje wspomniane nurty, to pompatycznie brzmiący dramatyzm mający zwrócić uwagę odbiorców tych newsów objawianych między innymi w banalnych pytaniach – nie wiedzieć zresztą do kogo adresowanych. Celem tych zabiegów jest zawsze wzbudzenie niepokoju i to nie tylko w głowach tych ludzi, którzy na badaniach historycznych mniej się znają, ale także w umysłach uczonych, zapominających chociażby o tym, że historia bazuje na źródłach, a jeszcze konkretniej - na źródłach takich, które zostały poddane krytycznemu osądowi.

Model działania owych miłośników „nowej prawdy” obrazują wypowiedzi z rozdziału książki zatytułowanego: Biskupi też w zmowie? Autor przytacza poglądy promowane przez Wojciecha Sumlińskiego, który za pewne uznaje jedynie datę i miejsce uprowadzenia księdza Popiełuszki. Wszystkie pozostałe fakty miałyby być natomiast kłamliwe. Jak więc argumentuje ów „świadek prawdy” swoje przemyślenia i jak je ugruntowuje?

Otóż już na samym początku zdradza swój brak obiektywizmu, gdy przyznaje się otwarcie w wypowiedziach do niezdrowego przywiązania do źródła swych informacji, prokuratora Andrzeja Witkowskiego, narażając się przez to na brak dystansu, krytycznej analizy i na zaniechanie konfrontacji z dorobkiem i opiniami niemałej przecież grupy śledczych.

Wszelkie głosy w dyskusji, kierowane są w stronę owej komitywy, a więc podważające wiarygodność jego twórczości, czy kwestionujące hipotezy prokuratora Witkowskiego, z góry skazywał na niebyt, zwalczając je, czy dyskredytując w bardzo niewybredny sposób. Zbigniew Branach zauważa, że z uporem dyskwalifikował wersję oficjalną okoliczności śmierci dziś błogosławionego. Prawda nieznana opinii publicznej, jest według Sumlińskiego dużo bardziej przerażająca, niż powszechnie przyjęta. A winni jej nie zostali ukarani, choć były i są ku temu podstawy, które ujawnił lubelski Instytut Pamięci Narodowej. Autor książki słusznie dopytuje o to: komu i gdzie ujawniono owe podstawy. Niestety w wypowiedziach Sumlińskiego nie znajdziemy na te pytania odpowiedzi.

Co najmniej dwuznacznie brzmi zarzut wtórującego Sumlińskiemu – prof. Mirosława Piotrowskiego z KUL skierowany w stronę członków Episkopatu Polski, posądzonych niejako o współudział i zaangażowanie w zbrodnię przeciw Jerzemu Popiełuszce. Jak słusznie zauważa Branach poprzestanie Piotrowskiego na określeniu „wielu hierarchów kościelnych” (mających być świadkami, czy współuczestnikami zbrodni) trudno zaliczyć do precyzyjnych. Zaraz zapala się lampka ostrzegawcza i pytanie o proporcje. Skoro wielu hierarchów jest za ukryciem prawdy, to ilu z tych niewielu jest za jej ujawnieniem?

Nie można też odmówić Branachowi racji, gdy wyżej cytowaną wypowiedź uznaje on za uogólnienie mające charakter hurtowego pomówienia. Zawsze też w takich momentach, dla zwiększenia „autentyzmu” wypowiedzi – padają zapewnienia autora takich koncepcji o przywiązaniu do wiary i Kościoła, Dekalogu i Bóg wie czego jeszcze.

Tego rodzaju styl „argumentowania”, pozbawiony jakichkolwiek podstaw Branach obnaża jeszcze wielokrotnie. Sprzeciwia się on chociażby metodzie stygmatyzowania ludzi opartej na domniemaniach, zastosowanej między innymi w odniesieniu do Waldemara Chrostowskiego, a także podważania uznanych autorytetów w wielu dziedzinach, które przysłużyć się mogły jeszcze pełniejszemu poznaniu prawdy i jej ujawnieniu.

Kończąc tę krótką analizę treści książki Zbigniewa Branacha pragnę podkreślić, że sprawa Popiełuszki wywoływała i będzie wywoływać mnóstwo kontrowersji. Dokąd żyć będą główni aktorzy ze sceny tamtych wydarzeń, dotąd skrzyżowane pozostaną niezwykle silne ich interesy, nie ułatwiające w żaden sposób rozwikłania bardzo wielu ciemnych stron owego dramatu. Dla nas badających historię życia i śmierci Ks. Jerzego ważnym jest jednak, by jak najbardziej obiektywizować proces poznawczy zmierzający do oddania prawdy o tamtych chwilach. Miłośnikom zaś gdybania wystarczy przypomnieć łacińskie adagium: contra fatum nullum argumentum, które winno przynajmniej w jakiejś mierze wpłynąć na ich obiektywizm i prawdomówność. Historię bowiem odtwarza się po śladach, które trzeba jednak w procesie powoływania się na nie - ujawniać. Inaczej – po prostu – traci się wiarygodność i autorytet.

Jaromir Kwiatkowski Zamach na Jana Pawła II. „Bułgarski ślad” potwierdzony dzięki śledztwu IPN HISTORIA, wPolityce.pl 12 V 19

37 lat po zamachu na Jana Pawła II 13 maja 1981 roku na Placu św. Piotra w Rzymie – mimo wsparcia państwa włoskiego (trzy śledztwa, dwa procesy) – nie udało się rozwikłać do końca bodajże najbardziej skomplikowanej zagadki kryminalnej XX wieku. Brak jest procesowego potwierdzenia, kto zlecił zabójstwo, czyli wydał wyrok śmierci na papieża. Ale to, że szczegóły i niuanse tamtych dramatycznych wydarzeń spowija mgła – nieco rozrzedzona przez ponad trzy dekady, ale jednak mgła – nie może stanowić usprawiedliwienia dla bezczynności. Także publicystycznej.

Z tego założenia wyszedł Zbigniew Branach, znakomity dziennikarz i pisarz, zajmujący się literaturą faktu i eseistyką historyczną, autor m.in. książki „Spisek stulecia”, poświęconej wydarzeniom sprzed 37 lat. Na prawie 400 stronach autor śledzi m.in. jak wybór kardynała Wojtyły został przyjęty na Kremlu, jak Moskwa wydała papieżowi z Polski niewypowiedzianą wojnę, a także śledzi zawiłą drogę życiową tureckiego młodzieńca Ali Agcy, który przybył na Plac św. Piotra nie jako pielgrzym, lecz kiler, którego zadaniem jest zabić Jana Pawła II.

Kto go wynajął? Kto opłacił? Kto wydał rozkaz? Pytań, które stawia Branach, jest więcej. Nie na wszystkie jesteśmy w stanie nawet po 37 latach odpowiedzieć. Odpowiedzi na niektóre być może nie poznamy nigdy. Mimo wszystko jednak trochę wiemy. Także o tzw. bułgarskim śladzie – jednym z kluczowych wątków zamachu.

Branach przypomina, że Agca po ujęciu miał przy sobie kartkę z pięcioma numerami telefonów – wszystkie do obywateli bułgarskich zatrudnionych w Rzymie. Niestety, kartkę tę śledczy na początku zlekceważyli, a jej wartość dowodową doceniono dopiero wiele miesięcy później.

Hipotezę o udziale bułgarskich służb w przygotowaniu zamachu postawiła – bez potwierdzenia dowodowego - we wrześniu 1982 roku Claire Sterling, amerykańska dziennikarka śledcza, autorka książek o zamachu na Jana Pawła II (m.in. „Czas morderców”). Włoscy śledczy mozolnie gromadzili jednak fakty rzucające światło także na ten wątek. Ba! Sam Agca już w październiku 1982 roku porzucił kostium „samotnego kilera” i przedstawił zarys kooperacji z trzema Bułgarami.

Branach pokazuje w książce mechanizm rozkręcania machiny propagandowej, w której brało udział wielu autorów (także z Polski, w rodzaju choćby Eugeniusza Guza), bazujących wyłącznie na materiałach dostarczanych przez sowiecką agenturę, których zadaniem było wmówienie światowej opinii publicznej, że tzw. bułgarskiego śladu nigdy nie było. Nachalnie – sam pamiętam te artykuły – lansowano tezę o niewinności Bułgarów, z Sergiejem Antonowem na czele, na których padło podejrzenie o współudział w zamachu. Ba! Część nastawionych antyamerykańsko propagandystów obarczało winą za zamach CIA. „Istnieją poszlaki, ale nie brak dowodów bezpośrednich, że Moskwa scedowała >>robotę<< reżimowi w Sofii – podsumowuje Branach nasz dotychczasowy, niepełny stan wiedzy. – Hipotezę wzmacniają nowe przekazy, jak byłego attaché handlowego ambasady bułgarskiej w Paryżu, Mantarowa, że zamach przygotowały bułgarskiej tajne służby na zlecenie KGB”.

Włoski sędzia Ilario Martella w oficjalnej wypowiedzi wskazał na związki Agcy z bułgarskimi służbami wojskowymi.

Osobne śledztwo przeprowadziła CIA. Amerykański wywiad uzyskał informacje wskazujące na bułgarskie tajne służby. Dr Nigel West, były agent brytyjskich służb specjalnych, ujawnił informację pozyskaną od źródła o pseudonimie GT/Motorboat. Jego zdaniem, bułgarski i sowiecki wywiad wojskowy zleciły dokonanie zamachu na papieża odrębnej organizacji.

Jak podkreśla West, wszystkie przesłanki wskazywały na Moskwę. Jednak dokumenty nieoficjalnych śledztw amerykańskich pozostają z klauzula „tajne” w archiwach CIA. Autor „Spisku stulecia” przytacza też głosy sceptyków, których zdaniem oficjalnie nic nie wiadomo, by agenci GRU (sowieckiego wywiadu wojskowego) uczestniczyli w morderstwach politycznych w czasie pokoju (no, chyba że są to tzw. zbrodnie doskonale, których sprawców nie wykryto). Inna wątpliwość jest taka, czy GRUpozwoliłaby sobie na taką wpadkę, jaką zaliczył na Placu św. Piotra Agca – nie tylko nie wykonał „kontraktu”, ale jeszcze dał się złapać.

Dlatego Branach wątpi, żeby kiedykolwiek doczekał chwili, gdy na światło dzienne wyjdą niepodważalne, twarde dowody na udział tajnych służb Związku Sowieckiego w przygotowaniu „zamachu stulecia”.

Ale, jak twierdzi autor „Spisku stulecia”, jedno wiemy na pewno… „Z liczącego kilkadziesiąt tysięcy kart zbioru dokumentów natury stricte prawnej wyziera w sposób klarowny trop bułgarski. Argumentów przysporzyły poszlaki, dowody pośrednie i bezpośrednie oraz logika znanych faktów”.

Zdaniem pisarza, postawienie przysłowiowej kropki nad „i” w tej sprawie umożliwiło dopiero polskie śledztwo, podjęte w 2006 roku przez katowicki Oddział IPN, wskutek odważnej decyzji ówczesnego prezesa Instytutu Janusza Kurtyki i prof. Witolda Kuleszy, szefa pionu śledczego. O efektach śledztwa – szerzej nieznanych opinii publicznej – autor pisze z wielkim uznaniem. Pozyskane z Sofii tajne dokumenty odsłoniły prawdziwe oblicze Siergieja Antonowa. Dowodowe ustalenia prokuratora Michała Skwary, że Antonow był tajnym współpracownikiem bułgarskiego wywiadu, to – zdaniem Branacha – „nie do przecenienia osiągnięcie śledztwa, tak zawzięcie krytykowanego przez wszelkiej maści programowych miłośników ancien regime’u, niedorostków intelektualnych, wreszcie >>maluczkich<<, zawistnych et cetera. Osiągnięcie niedoceniane, przemilczane przez wpływowe media, albo potraktowane marginalnie”.

Autor „Spisku stulecia” przyznaje, że publikację książki opóźnił o co najmniej kilka lat w wyniku sugestii Janusza Kurtyki, który radził mu poczekać na wyniki polskiego śledztwa. Warto było. Także po to, by oddać sprawiedliwość temu – jak pisze Branach – „niedocenianemu, przemilczanemu” osiągnięciu IPN-u.

 

Andrzej Adamski Spisek stulecia

Siódmy czerwca był okazją do zaprezentowania publikacji „Spisek stulecia” poświęconej zamachowi na Jana Pawła II. Wojewoda kujawsko-pomorski i bydgoski IPN nadali wydarzeniu dużą rangę, a wykorzystane przedmioty pochodzące z papieskiej wizyty w Bydgoszczy – szczególnie papieski fotel – sprawiły, że panowała właściwa atmosfera.

Nie rozczarowała frekwencja, szczególnie radować powinna obecność wielu młodych osób. To bardzo ważne i potrzebne spotkanie, poza wypowiedziami autora, ubogaciły przedstawione przez Mieczysława Franaszka fragmenty książki.

Autor, Zbigniew Branach, w sposób szczególny nakreślił klimat związany z wyborem kard. Karola Wojtyły na papieża, niepokój i wrogość światowego „antykościoła” z siedzibą na Kremlu, wątek bułgarski, technologie dezinformacji, rolę ówczesnej inteligencji, sprawy śledztw włoskich, procesu polskiego – IPN. Dla wielu obecnych było to przypomnienie faktów potwierdzonych wynikami śledztw, dla młodszych opis czasów, co do których aż trudno uwierzyć, że miały miejsce.

7 czerwca to rocznica wyjątkowego dla nas wydarzenia – pielgrzymki Jana Pawła II do Bydgoszczy. Trudno było znaleźć w naszym mieście coś upamiętniającego ten dzień. Może to ta temperatura? Może były ważniejsze sprawy w Bydgoszczy?

Bydgoski Kościół, bydgoskie Władze, kultura bydgoska? Czy one przegapiły tę rocznicę, czy to ja przegapiłem wydarzenia, które ją upamiętniały?

Dobrze, że IPN z wojewodą zaproponowali nam coś ważnego na ten dzień. Zastanawiam się jednak, co miało dać to wydarzenie, szczególnie tak licznie zgromadzonym młodym ludziom?

Wiedza o naszej przeszłości jest bardzo ważna, ale zabrakło mi przesłania na przyszłość, troski o prawdę, o wartości, o dobro, o nadzieję.

 

Czas na ostateczne wyjaśnienie

Wyznaję nie znałem dotąd publicystyki Zbigniewa Branacha. Ostatnio wpadły mi w ręce trzy jego publikacje: „Oskarżony Jaruzelski i inni…”, „Pierwszy Grudzień Jaruzelskiego” i „Zagadka śmierci księdza Zycha” Są to poprawione wznowienia wcześniejszych wydań, posiadają jednak jedną wspólną cechę: brak w nich ostatniego rozdziału. Wolna Rzeczpospolita przez 18 lat swego istnienia nie osądziła sprawców najcięższych przestępstw, a w przypadku licznych tragicznych śmierci kapłanów i działaczy opozycji nie przybliżyła nas nawet do wyjaśnienia – kto zabił?

Rok 1989 to nie tylko czas radosnej Jesieni Ludów, zapoczątkowany przez czerwcowe wybory w Polsce, to również seria zagadkowych zabójstw księży, upozorowanych na nieszczęśliwe wypadki, zdradzających wszelako znajomą rękę „nieznanych sprawców”.

Sędziwy kapelan z warszawskich Powązek Stefan Niedzielak „przewrócił się razem z fotelem”, przyjaciel księdza Popiełuszki Stefan Suchowolec „spalił się we własnym białostockim domu wskutek awarii termowentylatora”, a Sylwester Zych, abstynent i astmatyk, „zapił się na śmierć”, pijąc z nieznajomym osobnikiem w kawiarni Meduza w Krynicy Morskiej. Przypadkowo wszyscy trzej byli aktywnymi działaczami opozycji, przypadkowo też na ich ciałach znaleziono ślady pobicia, choć prowadzący śledztwo uznali je za powstałe z przyczyn naturalnych. Listy z pogróżkami czy otrzymywane ostrzeżenia nie skierowały śledztwa na właściwe tory.

SB miała powód nienawidzić szczególnie Sylwestra Zycha, skazanego w 1982 r. za udział w zabójstwie sierżanta MO Karosa. Nieważne, że nie inspirował młodzieżowych prób rozbrajania milicjantów. Wystarczy, że wziął na przechowanie broń, że nie doniósł… Jeszcze odsiadując wyrok otrzymywał informacje, że nie ujdzie z życiem. Zastanawiające, dlaczego „komando śmierci” czekało aż do lata 1989, kiedy Jaruzelski zostawał prezydentem, a Kiszczak aspirował do premierostwa? Ksiądz zginął 10 lipca, miał się wybrać na wycieczkę statkiem do Fromborka, ale nigdy tam nie dotarł. Są świadkowie, którzy widzieli go tego dnia na posterunku w Krynicy Morskiej. Czyżby został tam zakatowany, a reszta była tylko dość niechlujnie przeprowadzoną mistyfikacją? Wbrew oficjalnej wersji nikt poza personelem ( który później wycofywał się z zeznań) księdza w Meduzie  nie widział, nie odnalazł się jego rzekomy partner od wypitki. Nie wyjaśniono jak człowiek po spożyciu blisko litra alkoholu uszedł o własnych siłach kilkaset metrów i jak było możliwe, żeby w upalną noc, pół godziny po opuszczeniu lokalu był już martwy i zimny. W jaki sposób dopiero przy drugim przeszukaniu w jego bagażu znalazła się butelka wódki…? Itd. Itp.

Mimo podejmowanych prób, również przez „komisję Rokity”, nie zajęto się osobami w tamtym czasie odpowiedzialnymi za inwigilację księdza. Że był śledzony nie ulega wątpliwości. Jednak dokumenty, jeśli takie były, zostały zniszczone jeszcze tego lata. Nie dociśnięto lokalnych policjantów.

Zmowa milczenia zaległa na wyższych szczeblach milicyjnej hierarchii, a kolejni szefowie MSW, poza Macierewiczem, też nie przykładali się do sprawy. Wyglądało, że umarła razem z księdzem. Czy do końca? Chwalić Boga dożyliśmy czasów, kiedy dowiadujemy się coraz więcej o pracy resortu, poznajemy nazwiska oficerów, szeregowych agentów i ich płatnych donosicieli. Spalone akta odnajdują się w mikrofilmach. Jeśli odbierze się ubekom specjalne emerytury, być niektórzy zechcą mówić. A jeśli jedni zaczną, może i inni wybiorą dużo przyjemniejszy status świadka koronnego? Chociaż… Istnieje wariant, że nie poznamy sprawców. Nie trafia mi do przekonania, że zimowe zabójstwa księży miały postraszyć i skruszyć stronę solidarnościową przed rozmowami Okrągłego Stołu, podczas wakacji utrudnić powołanie koalicyjnego rządu. Grupa Jaruzelskiego nie miała w tym interesu, a ich przeciwnicy mniej lub bardziej mityczni „twardogłowi”, ryzykowali, że zostaną poświęceni jako bezpośredni mordercy księdza Popiełuszki. Może więc inspiracja i wykonanie było zagraniczne? Są kraje, w których funkcjonariusze nie mają skrupułów przed mordowaniem duchownych… To prawdopodobny trop. Czy uniemożliwiający rozszyfrowanie? Jeśli nawet zabójcy przyszli ze wschodu, miejscowy aparat musiał coś o tym wiedzieć. I dlatego wierzę, że kiedyś Branach będzie mógł dopisać zakończenie także do tej pracy.

Marcin Wolski, „Czas na ostateczne wyjaśnienie”, Gazeta Polska, 18 04 2007r.

 

Erazm Stefanowski ZBIGNIEW BRANACH W AUGUSTOWIE 17 III 2015

W poniedziałkowy wieczór 16 marca br. w augustowskiej siedzibie Stowarzyszenia Inicjatyw Społeczno – Gospodarczych im. Króla Zygmunta Augusta miało miejsce wyjątkowe spotkanie. Miejscowy Oddział Katolickiego Stowarzyszenia Civitas Christiana zaprosił do wygłoszenia prelekcji zatytułowanej „Ksiądz Popiełuszko nie był ostatni” Zbigniewa Branacha, wybitnego dziennikarza, który w 1980 roku jako reporter uczestniczył w strajkach sierpniowych na Wybrzeżu, był także przewodniczącym jednego z pierwszych kół NSZZ „Solidarność” w warszawskich mediach, zaś od połowy lat 90 postanowił skupić się na działalności pisarskiej. Jest dokumentalistą, publicystą, autorem kilkuset reportaży historycznych i słuchowisk, tekstów historycznych i książek o PRL-u, wśród których najznakomitsze tytuły to m.in.„Grudniowe wdowy czekają”, „Pierwszy Grudzień Jaruzelskiego”,„Piętno księżobójcy”, „Polityka strzelania” czy „Zlecenie na Popiełuszkę”, w którym jednoznacznie rozprawia się z tezami o innym, niż ustalony podczas tzw. procesu toruńskiego, przebiegu i dacie zabójstwa kapelana „Solidarności”.
Już na początku spotkania Zbigniew Branach podkreślił, że mimo iż proces był zmanipulowany, to od strony karnej śledztwo przeprowadzono właściwe, o czym świadczą opinie jego uczestników – Jana Olszewskiego i Edwarda Wende, będących pełnomocnikami rodziny zamordowanego ks. Jerzego Popiełuszki. Dziennikarz kilkakrotnie zwracał uwagę, że skrupulatna dbałość o każdy szczegół w pracy dziennikarza śledczego czy dokumentalisty, wskazywanie źródeł, dokumentów lub bezpośrednie spotkania ze świadkami wydarzeń, są nieodzowne w dążeniu do prawdy.
„Co to jest prawda?”- pytał Piłat Jezusa. „Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem”- odpowiadał Chrystus. „Proszę ojca, boję się, oni mi grożą, obawiam się nawet najgorszego, ale czy ja mogę zaprzestać głoszenia prawdy?”- na krótko przed śmiercią pytał ojca duchownego Warszawskiego Seminarium Metropolitalnego ks. Jerzy. W zasadzie mógł – przypominał Zbigniew Branach. Otrzymał przecież od przełożonych propozycję wyjazdu na studia do Rzymu. Odmówił, argumentując tym, że jako kapelan „Solidarności” nie może zostawić strajkujących robotników i ich rodzin, dla których był oparciem duchowym, autorytetem moralnym, wzorem patriotyzmu i niezłomności. Niektórzy dygnitarze partyjni, w przypływie proroczych wizji, potrafili nawet „wieszczyć”: „Zostaniesz bohaterem narodowym numer dwa – po Przemyku”, w związku z czym w rozmowach między sobą ponaglali jeden drugiego: „Załatw to, niech on nie szczeka”. Jednym z najgorliwszych prowodyrów nakręcania spirali nienawiści wobec Kościoła i kapłanów katolickich był Adam Łopatka, kierujący Urzędem ds. Wyznań. W swoim piśmie do Episkopatu Polski przestrzegał, że „tolerowanie i osłanianie kontrrewolucyjnej organizacji księży zmusi władze do podjęcia stosownych działań wobec osób do niej należących, a zwłaszcza wobec jej przywódców”. Podobne zdania wypowiadał prokurator Leszek Pietrasiński z Prokuratury Generalnej PRL.
Jeśli do tych głosów dodamy Jerzego Urbana, podpisującego się pod swoimi artykułami prasowymi pseudonimami, to mając takie usta, jak przypomniał Z. Branach, rozlew księżowskiej krwi był tylko kwestią czasu. Tak też niebawem się stało. 19 października 1984r. pod Włocławkiem trzech funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa w bestialski sposób zamordowało, a następnie wrzuciło do Wisły ks. Jerzego Popiełuszkę. W 2002 r. prokurator Andrzej Witkowski z pionu śledczego IPN w Lublinie zasugerował nową wersję zabójstwa ks. Popiełuszki, podważającą dotychczasowe ustalenia sądu w Toruniu, a mianowicie, że kapłan nie zginął 19, lecz 25 października, po kilkudniowych torturach w bunkrach w Borze Kazuńskim… Hipoteza ta została jednak skrytykowana jako niepoparta materiałem dowodowym m.in. przez Witolda Kuleszę i Krzysztofa Piesiewicza.
Pomoc w uprowadzeniu i współpracę z SB zarzucano również Waldemarowi Chrostowskiemu, bliskiemu przyjacielowi kapelana Solidarności. Zbigniew Branach, który miał dostęp do materiałów z procesu toruńskiego, podkreślił z całą stanowczością, że te tezy nie mają oparcia w zachowanym materiale dowodowym.
Próby ustalenia nowej daty śmierci ks. Jerzego doprowadzić musiałyby niechybnie do wniosku, że jeśli ks. Popiełuszko został zamordowany 25 października, a oskarżeni od 21 października byli w areszcie, to nie mogli być oni mordercami. Byliby nimi tak zwani „nieznani sprawcy”, podobni do tych, którzy w 1989r. dokonali zabójstwa trzech innych księży, będących zresztą przyjaciółmi ks. Popiełuszki, czyli Stefana Niedzielaka, Stanisława Suchowolca i Sylwestra Zycha.
Pierwszy z kapłanów już w latach 40-tych XX wieku był prześladowany przez bezpiekę z powodu zaangażowania w nagłośnienie sprawy mordu katyńskiego i chęci budowy w Warszawie pomnika ku czci polskich jeńców wojennych. Swoje marzenia zrealizował dopiero 1 listopada 1984r., poświęcając na Powązkach 3,5 metrowy granitowy krzyż, na którym umieszczono tabliczkę z napisem „Poległym na Wschodzie”. Nie ustawał przy tym w głoszeniu żarliwych, patriotycznych kazań, co oczywiście było nie na rękę „nieznanym sprawcom”, którzy w nocy z 20/21 stycznia 1989r. brutalnie zamordowali ks. Niedzielaka metodą „zakolankowania”, czyli łamania kręgosłupa bez pozostawiania śladów.
Ks. Stanisław Suchowolec był natomiast wikariuszem w parafii w Suchowoli, leżącej zaledwie kilka kilometrów od rodzinnej wsi ks. Popiełuszki. Tam obaj kapłani zaprzyjaźnili się, a potwierdzają to listy ks. Jerzego do matki: „Mamo, nie martw się. Jak mnie, nie daj Boże, coś się stanie, jak mnie zabraknie, to przecież Staszek mnie zastąpi”. Tak też stało się po śmierci kapelana Solidarności. Ks. Suchowolec opiekował się gorliwie państwem Popiełuszko, a oprócz tego, wzorem przyjaciela, odprawiał msze za ojczyznę, a następnie w intencji beatyfikacji ks. Popiełuszki- najpierw w Suchowoli a potem w białostockich Dojlidach. Nocą z 30/31 stycznia 1989 r. na plebanii nieznani sprawcy podłożyli śmiercionośną, nieznaną polskiej kryminologii substancję, która spowodowała wzrost temperatury do 300 stopni Celsjusza, powodując zgon ks. Suchowolca poprzez zatrucie dwutlenkiem węgla. Zatrważającym jest fakt, że w mieszkaniu nie wybuchł pożar.
W pogrzebie ks. Suchowlca uczestniczył jego przyjaciel ks. Sylwester Zych. Ze względu na swoje antykomunistyczne poglądy kilka lat przebywał w więzieniu, kilkakrotnie był napadany. Grożono mu także śmiercią. Nie dziwią więc słowa, które wypowiedział w drodze powrotnej z pogrzebu: „Teraz to już chyba wezmą się za mnie”. Okazały się one prorocze, ponieważ 11 lipca 1989r. ciało ks. Zycha odnaleziono na dworcu PKS w Krynicy Morskiej. Lekarze zidentyfikowali na ciele kilkadziesiąt ran i obrażeń, niektóre typowe dla uderzeń milicyjną pałką. Istotne jest, że śledztwo wykluczyło motyw samobójstwa. Pytanie, kto jest mordercą, do dziś pozostaje otwarte.
Zbigniew Branach na zakończenie zwrócił uwagę, że okoliczności śmierci księży Niedzielaka, Suchowolca i Zycha mają cechy wspólne, które spina klamra nieznanych sprawców, inspirowanych przez kolejnych przywódców PZPR. Motto prelekcji, zaczerpnięte z Norwida „Krew męczenników leje się w powodzi kłamstwa” pasuje jak ulał, niestety, do tematu spotkania. Trwałoby ono zapewne dłużej niż owe trzy godziny, które minęły w mgnieniu oka, bo pytań do autora było mnóstwo, ale „dzień już miał się ku wieczorowi” i „Polaków rozmowy” trzeba było przenieść do kuluarów.


Przy opracowywaniu niniejszego artykułu korzystałem z informacji przedstawionych przez Zbigniewa Branacha podczas wykładu oraz z jego strony internetowej www.branach.pl

Opracował: Erazm Stefanowski – poeta, prozaik, felietonista, z wykształcenia prawnik, członek Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana”.