nazwa.jpg, 14 kB

ERRATA DO „CZARNEGO CZWARTKU”

Daje do zrozumienia, że na sali rozpraw jest wskutek pomyłki prokuratury. Może nawet zmowy politycznej. Trzeci na wokandzie, ale pierwszy pod względem obecności na rozprawach w procesie Grudnia’70. Nieobecny natomiast w przejmującym, wywołującym emocje filmie Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł, Antoniego Krauzego.

Oskarżony Stanisław Kociołek przekonuje o swojej niewinności. Ale nie chce zeznawać. Odczytuje tylko oświadczenie. W kuluarach sądu podkreśla, że nie ma o czym mówić, bo wszystko już zostało powiedziane. W wywiadach zapewnia, że nie uczestniczył w naradach, nie podejmował decyzji, no nic. Jakby w grudniu 1970 r. odwiedził Trójmiasto prywatnie.

Fakty przeczą wersji oskarżonego. W minutowej kronice wydarzeń gdańskiego zastępcy komendanta wojewódzkiego MO, płk Bogusława Aftyki, to nazwisko pada najczęściej: Na polecenie Kociołka zmobilizować wojsko […] wprowadzić siły MO i wojska, aby rozpędzić tłum, zgodnie z poleceniem Kociołka […] Prośba do Kociołka o śmigłowce […] Kociołek sugeruje godzinę milicyjną dla Stoczni. Zamknąć zakład […] Kociołek. Stanowisko dowodzenia przy bramie stoczni […] Kociołek. Odbić dyrektora stoczni […] Kociołek, Korczyński. Strzelać w powietrze i w nogi.

Zdaniem gen. Władysława Pożogi, wówczas wojewódzkiego szefa SB, Kociołek wygenerował własne centrum dowodzenia. Informowany na bieżąco o sytuacji. Wydaje dyspozycje, polecenia. W Trójmieście czuje się pewnie. Zna teren i ludzi. Niedawny gdański I sekretarz KW PZPR. Z jego zdaniem liczą się dowódcy wojska i milicji. Posiada prerogatywy adekwatne do pełnionych funkcji. Członka Biura Politycznego, a od pół roku także wiceprezesa Rady Ministrów. W Grudniu’70 nie ma na Wybrzeżu nikogo wyższego rangą.

Współkreuje atmosferę terroru. Dwukrotnie występuje w lokalnym radiu i telewizji. Rozeźlony. Z pretensjami. Tonem władczym obarcza całą winą robotników. Nie poprzestaje na połajankach. Wzywa do przerwania strajków.

Lokalizacja blokady opodal przystanku kolejowego nasuwa przypuszczenie o premedytacji. Nie bezmyślnym działaniu, a umyślnym. Kordon urządzają wytrawni oficerowie Sztabu Generalnego WP. Pomagają znający teren funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa i milicji. Mają świadomość, że rankiem na przystanek Szybkiej Kolei Miejskiej co kilka minut będą podjeżdżać składy pociągów. Pierwsze nadjeżdżają około 6.00. Pasażerowie zmierzają ku wyjściu z przystanku. Jak zawsze – pomostem nad torami. W ciemnościach nie widzą zagrożenia. Idą pod lufy karabinów. Zamieszanie wzmagają komunikaty, że stocznia zamknięta.

Jak może być zamknięta, skoro wicepremier wieczorem mówił, żeby rano przyjść do pracy.

Głos z głośników tłumi hałas nadjeżdżających raz po raz pociągów. Słychać też nawoływania do zlekceważenia komunikatów i ruszenia na stocznię. Jerzy Stanisław Fic rozpoznaje krzyczącego. To funkcjonariusz SB, który jakiś czas temu go rewidował.

Prowokacja? To nie przesądza prowokacji, ale i nie wyklucza.

Ludziom dudnią w uszach wezwania Kociołka z poprzedniego wieczoru. Od rana centrum miasta przemierzają karetki wożące rannych. Manifestacyjny, ściskający serce pochód z niesionym na drzwiach 18-letnim sztauerem gdyńskiego portu, Zbigniewem Godlewskim.

Wicepremiera przypomina kończąca film słynna ballada ze słowami: Krwawy Kociołek to kat Trójmiasta/ Przez niego giną dzieci, niewiasty/ Poczekaj draniu, my ci pokażem/ Janek Wiśniewski padł.

To nie jest prawdziwe nazwisko, poucza dziennikarza Kociołek. Ten z drzwi nazywał się… Strzelecki bodaj, coś takiego. Mniejsza zresztą z tym.

Coś takiego”, „mniejsza z tym”… Arogancja, czy tylko prostactwo partyjnego bonzy? Kociołek zaczynał jako nauczyciel w czasach stalinowskich, gdy do edukowania dziatek brano nieraz byle kogo. Ale żeby nie podkształcić się, nie nabyć elementarnych wiadomości historycznych? Niewiedzą na temat Janka Wiśniewskiego oskarżony Kociołek dokonuje autoprezentacji. Ignoranta na żołdzie partii-żywicielki.

W przekazie ustnym jest winny śmierci kilkunastu i kalectwa kilkudziesięciu ludzi. Prokurator Bogdan Szegda pisze, że oskarżony Kociołek jako wiceprezes Rady Ministrów kierował działaniami wojska i milicji, wiedział o blokadzie stoczni i wydanym poleceniu użycia broni palnej w wypadku podjęcia próby przerwania blokady, przewidywał i godził się, że może to spowodować zgon bliżej nieokreślonej liczby osób, zaapelował o przystąpienie do pracy, wskutek czego śmierć ponieśli…

Czarny Czwartek przynosi śmierć 18 osób, z których tylko trzech ma ponad 30. lat. Najstarszy jest główny bohater filmu Antoniego Krauzego – 34-letni portowiec Brunon Drywa. Większość ofiar ma 15-20 lat. Wśród zabitych jest 11. robotników, 6. uczniów i 1. student. Z 75. rannych od postrzałów trzy mają ponad 30. lat, a 37. nie przekroczyło lat 20.

Jak się żyje ze świadomością tak fatalnego odium? Czy Kociołek ma nadzieję na zmianę wizerunku? Przyjmuje coś na kształt winy moralnej?

Gdzie tam. Nic podobnego. Nazywa nadużyciem zaliczanie go do sprawców tego, co się stało. O blokadzie Stoczni Komuny Paryskiej dowiedział się po swoim wystąpieniu, mówi komisji Kruczka. Wraz z towarzyszami z KW, milicji i wojska uznałem za absolutnie konieczne zrobienie wszystkiego, co możliwe, by poinformować załogę o czasowym zamknięciu stoczni.

Absolutnie wszystkiego? Dziwi się prof. dr hab. Jerzy Sawicki i w maju 1993 r. składa wniosek o wszczęcie śledztwa przeciwko Kociołkowi, za karalne czyny i zaniechania.

Przebojowy. Jedna z najbardziej błyskotliwych karier w PRL. 16 listopada 1968 r. zostaje najmłodszym członkiem Biura Politycznego w historii PZPR. Surowy, wymagający dla podwładnych. Sprytny, bystry aparatczyk. Zainteresowany władzą. Pouczaniem. Wydawaniem poleceń.

Kliszki, Kociołki, Kanie, Tejchmy, to typy podobnej miary, recenzuje Janusz Szpotański. Towarzysze aparatczycy. Intryganci. Zawodowi kłamcy. Hurtowo rzecz ujmując – nieciekawe typy. Najciekawszym był Gomułka. Mój Gnom, z poematu Cisi i gęgacze. W latach 60. powtarzano wśród establishmentu partyjnego pogłoski o zastąpieniu ciekawego Gomułki całkiem nieciekawym Kociołkiem.

Przywiązany do pryncypiów. Przekonany o swoich przewagach. Młody gniewny, recenzuje Pożoga. Dogmatyk i ortodoksa partyjny. Komunista z krwi i kości. Zapaleniec. Imponuje Gomułce, który ma go za „ukochanego” wychowanka. Upatruje w Kociołku sukcesora. Ufa mu, więc wysyła, by rozładował konflikt, załatwił sprawę.

Kociołek wzywa do pracy, a z drugiej strony podejmuje decyzję o blokadzie stoczni, mówi Edward Babiuch do Zenona Kliszki stającego na wspomnianej komisji partyjnej.

Powtarza, że nie miał wpływu na przebieg wypadków w Gdyni. Zarzuca prokuraturze przyjęcie pewnej subiektywnej interpretacji zdarzeń. Podkreśla, że występował w porozumieniu z władzami partii, nie kimkolwiek z MON czy MSW. Nie wydawał rozkazów siłom porządkowym, ani wojsku, bo nie miał kompetencji: Nie uczestniczyłem w żaden sposób w podjęciu, ani realizacji decyzji dotyczących blokad stoczni.

Nie? Jan Mariański, przewodniczący MRN w Gdyni, pamięta Kociołka z odprawy Sztabu Lokalnego decydującego o blokadzie.

Kociołek akcentuje, że pomiędzy jego wystąpieniem telewizyjnym 16. i dramatycznymi wydarzeniami 17. istnieje jedynie następstwo czasowe, a nie związek przyczynowy. Notabene wersję związku przyczynowego sformułowali już polityczni beneficjenci zwrotu dokonanego w Grudniu’70.

Nie uczestniczył? Nie kierował? Dialog z 14 grudnia 1970 r.

- Towarzyszu generale – mówi Kociołek do Józefa Kolasy. - Podeślijcie do Ka Wu grupę żołnierzy z 13 pułku. Acha, niech dostarczą towarzyszom maski przeciwgazowe.

Zastępca dowódcy POW spełnia prośbę wicepremiera i przekazuje natychmiast stosowne polecenie.

Kilka minut później dzwoni ponownie Kociołek i krzyczy:

- Kogo wyście tam posłali, towarzyszu generale?! Wojsko oddało maski chuliganom!

- Zaraz wyjaśnię sytuację, towarzyszu premierze.

Kociołek uczestniczy regularnie w posiedzeniach lokalnego Sztabu akcji Jesień’70 u komendanta wojewódzkiego MO.

- Nie rozumiem, jak partia mogła zrobić podwyżki cen żywności przed świętami – zagaduje generał Kolasa.

Kociołek milczy. Zaciąga się papierosem.

- Dlaczego mieszacie do tego wojsko - przerywa zapadłą ciszę generał i zaraz dziwi się w duchu własnym słowom.

- Zbył moje uwagi całkowitym milczeniem. Jakby nie słyszał, co mówię. Zgasił papierosa i - nie patrząc w moją stronę - wyszedł.

Wojciech Jankowski, pracownik telewizji: Drugie przemówienie Kociołka, w którym wzywał on ludzi do pracy nadawane było ze studia w Gdańsku. Poprzedzały je nasze relacje filmowe. My w komentarzach i on w swoim wystąpieniu wzywaliśmy społeczeństwo do zachowania spokoju, powrotu do nauki i pracy. Nie wiedzieliśmy wtedy, że sztab postanowił zawiesić pracę w stoczniach. Kociołek do studia wszedł dwie minuty przed programem. Mówił dobitnie, podkreślając intonacją głosu poszczególne słowa. Jakby wyrzucał je z siebie. Pomiędzy zdaniami robił długie przerwy. Przywiązywał do tych wystąpień olbrzymią wagę.

Transmisję przemówienia rozpoczęto o 19.56. Kociołek nie szczędzi słów potępienia sprawcom przestępczych, niszczycielskich, bandyckich zajść na ulicach Gdańska […] rozgrabiono, zniszczono obiekty wartości osiemdziesiąt milionów złotych. To dokładnie tak, jakby poszło z dymem dziesięć nowoczesnych szkół.

Operuje stratami ekonomicznymi dokładnie wyliczonymi, ale nie wiadomo jaką metodą badawczą. Ani słowa o przelanej krwi i zabitych. Słowa wdzięczności kieruje natomiast do milicjantów i żołnierzy, dzięki którym, jego zdaniem, miasto żyło normalnie, zaś z domu można wyjść bezpiecznie i do domu bezpiecznie powrócić. Chwali załogi zakładów, które wysłuchały jego wtorkowego apelu i pracują. Ale - stwierdzam równocześnie z głębokim żalem, że w szeregu zakładów apelu mojego nie wysłuchano. Jest wśród tych zakładów Stocznia Gdańska, jest Stocznia im. Komuny Paryskiej. Na koniec wicepremier rządu apeluje: Jeszcze raz ponawiam, stoczniowcy, adresowane do was wezwanie – przystąpcie do normalnej pracy! Są do tego wszystkie warunki.

Stop, zatrzymajmy taśmę. Jakie warunki?! Przecież podjęto decyzję o zawieszeniu pracy w stoczni do odwołania. Z akceptacją Kliszki, uważanego za drugą osobę w państwie. Nocują z Kociołkiem w jednym miejscu. Przynajmniej oficjalnie. Działali w zmowie, czy każdy grał na własną rękę?

Gdy Kociołek jest w studio, wojsko obsadza newralgiczne obiekty w Gdyni. Wicepremier w przemówieniu - wyemitowanym ponownie o godzinie 22.30 – milczy o zawieszeniu pracy w stoczniach. Dlaczego zamiast powstrzymać ludzi wzywa do pracy? Dlaczego zataja informację o zamknięciu zakładu?

Z meldunku szefa Sztabu Generalnego: Do godziny 24.00 wydzielone siły Mar. Woj., we współdziałaniu z 32 pz i 34 pd oraz WOP zajęły Stocznię Komuny Paryskiej oraz Gdyńską Stocznię Remontową. W rejonie bram wejściowych do Stoczni oraz w newralgicznych punktach miasta Gdyni rozwinięto pododdziały blokujące i osłonowe. […] Dojście […] od strony wody blokują okręty.

Orędzia wicepremiera słucha z narastającą trwogą dowódca Marynarki Wojennej, adm. Ludwik Janczyszyn: Natychmiast kazałem łączyć rozmowę z Kociołkiem. Ale nikt nie wiedział, gdzie udał się po występie w telewizji. Poinformowałem szefa Sztabu Generalnego i przewodniczącego WRN, że do stoczni rano może przybyć nie tylko pierwsza zmiana, ale wszystkie, bo planują strajk. Aby uniknąć dramatu zaproponowałem wstrzymanie ruchu kolejki elektrycznej, trolejbusów i autobusów.

Gdzie był Kociołek tamtej nocy? Czy jest prawdą, że wicepremier zmylił ochronę i nocował w prywatnym mieszkaniu? Jakiś ślad wskazuje zapis z kroniki Aftyki: Zabezpieczyć mieszkanie tow. Kociołka […] Przy domu Kociołka wszystko w porządku.

Po północy, 17 grudnia, rozlokowano ugrupowanie wojskowe, z wyodrębnionym silnym posterunkiem na wiadukcie w pobliżu przystanku trójmiejskiej kolejki elektrycznej Gdynia Stocznia. Posterunek wzmacnia linia kilkudziesięciu wozów bojowych, czołgów. Blokada zamyka drogę dojścia pracownikom zakładów w dzielnicach Obłuże, Oksywie i Podgórze. Pomiędzy 2.00 i 3.00, dowódcy dostają przyzwolenie na użycie broni palnej.

Blokadę urządzono bez zarzutu z punktu widzenia taktyki wojskowej. Praktycznie uniemożliwia ucieczkę osobom zamierzającym ją sforsować. Wystawia pod ogień. Nad ranem kordon wzmacnia 140 kursantów Słupskiej Szkoły Podoficerskiej MO. Blokują dodatkowo schody drewnianego pomostu nad torami, przejście wiaduktem prowadzące ku stoczni, portu i ulicę prowadzącą do centrum miasta.

Zwracam uwagę na okoliczność mniej znaną. Początkowo blokadę ustawiono przy stoczniowej bramie. Przesunięcie 900 m dalej nastąpiło później. Na to admirał Janczyszyn: Ten, kto polecił przesunąć blokadę spod stoczni ma na sumieniu śmierć niewinnych ludzi.

Nadchodzi świt. Na przystanek Gdynia Stocznia, co kilka minut wjeżdżają składy pociągów. Jak codziennie na peron wysypują się tłumy. W tym rejonie ma rozpocząć pracę kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Czekają na nich czołgi i transportery opancerzone z obsługą uzbrojoną jak na wojnę.

Stoczniowiec Stanisław Stenka: Kazali iść do pracy, to poszliśmy. Nie wiedzieliśmy, że będą strzelać. Kociołek wezwał nas pod kule.

To nieodosobniona opinia. Mieszkańcy Gdyni zaufali Kociołkowi. Znali go. Dwa lata był tu I sekretarzem KW. Niektórzy, zwłaszcza partyjni, cieszyli się, że awansował i należy do najważniejszych osób w państwie.

Recenzentów razi absencja Kociołka w filmie Antoniego Krauzego. W Gdyni słyszę opinię, że twórcy nie chcieli robić przykrości starszym panom, bo oni żyją, więc wdeptali w ziemię nieżyjących Gomułkę i Kliszkę.

 

Zgniły kompromis? Nie wiem. Twórcy obrazu mają prawo do własnej koncepcji. Niemniej Czarny Czwartek w Gdyni bez Kociołka razi. Tak samo, jak bez Jaruzelskiego, drugiej znaczącej postaci nieobecnej w filmie.