nazwa.jpg, 14 kB

TECZKA KSIĘDZA ZYCHA

 

Sekcję zwłok denata o „nieznanych personaliach” wykonano 26 godzin po zgonie. Nie zważono ciała. Nikt nie zauważył 4 złamanych żeber i trzonu mostka. Lekarz patomorfolog nie wskazał powodu śmierci.

Gdy po dwóch dniach w zmarłym rozpoznano księdza, przyczynę zgonu ustalono w krótkim czasie – 4,3 promille alkoholu we krwi.

W aktach śledztwa brak zdjęcia denata w miejscu znalezienia zwłok.

Jako „dowód rzeczowy” zabezpieczono spodnie, z pewnością nie należące do zmarłego oraz pasek półmetrowej długości, podczas gdy używał ponad stucentymetrowego.

Niebezpieczny zwolennik przywracania krzyży w szkołach”, donoszą przełożonym delatorzy bezpieki. Wikary z podwarszawskiego Tłuszcza trafia na tajny indeks księży-wrogów reżimu.

Personalia Sylwestra Zycha upowszechnia propaganda ery Urbana u zarania stanu wojennego. To pokłosie przypadkowego, acz tragicznego zdarzenia w warszawskim tramwaju. W trakcie tzw. rozbrajanki, młody człowiek rani przypadkowo z pistoletu milicjanta Zdzisława Karosa. Sierżant MO w trakcie hospitalizacji umiera na zapalenie płuc. Władze dokładają starań, by przekonać Polaków o rzekomym założeniu przez księdza antypaństwowego związku przestępczego.

Pierwsze groźby pozbawienia życia, aresztowany usłyszy w stołecznym Pałacu Mostowskich. „Przesłuchujący go funkcjonariusze MSW zapowiadali mu zemstę, bo winili go za śmierć sierżanta Karosa”, mówi Jerzy Kawczyński z Elbląga. Aresztowany za działalność konspiracyjną dzielił z księdzem celę w słynnym Pawilonie III Aresztu Śledczego na Rakowieckiej w Warszawie.

Sąd wojskowy pod przewodnictwem ppłk Władysława Monarchy skazuje Sylwestra Zycha na 4 lata pozbawienia wolności w procesie tzw. zwanej „grupy z Grodziska”. Uzasadnienie - rzekoma przynależność do organizacji zbrojnej i faktyczne przechowywanie broni bez zezwolenia.

Sąd Najwyższy weryfikuje wyrok sędziego Monarchy i towarzyszy. Skazanemu podwyższono wyrok do 6 lat odosobnienia, co jest ewenementem nawet w represyjnej praktyce wymiaru sprawiedliwości a la PRL.

Nigdy nie uważałam i nie uważam księdza Zycha za współodpowiedzialnego za śmierć mojego stryja i ojca chrzestnego”, pisze w liście otwartym do Prymasa Glempa bratanica milicjanta.

Inaczej niż Kiszczak, który wbrew stanowi faktycznemu, pomawia publicznie kapłana o pomoc w „zabójstwie milicjanta”. Klawisze z więzienia w Braniewie pokazują skazanemu tygodnik „Polityka” z wywiadem z ober policjantem.

- Widzisz, co minister o tobie mówi? Oni nie darują ci tego Karosa. Załatwią cię chłopie, jak amen w pacierzu. Żeby nie robić nam w kiblu kłopotu, załatwią cię jak stąd wyjdziesz.

Ksiądz domaga się uporczywie zezwolenia na odprawienie Mszy Świętej za kratami. Zakłada głodówki protestacyjne (najdłuższa trzynastodniowa). Osadzony w celi „twardego łoża” za podanie współwięźniowi Komunii Świętej. Skazany Zych ciężko choruje. Silna nerwica serca (palpitacje), nasilające się dramatycznie astmatyczne zadyszki, wrzody i nerwica żołądka, objawy dyskopatii, wzmożona męczliwość, drętwienie nóg... Sąd penitencjarny nie wyraża zgody nawet na jedną przerwę w odbywaniu kary dla poratowania zdrowia. Jest traktowany, jak więzień specjalny reżimu.

Ogłoszona 22 lipca 1984 roku amnestia dla więźniów politycznych obejmuje wszystkich, z wyjątkiem niepokornego kapłana. Jemu zaostrzono po raz kolejny rygor wykonywania kary. Naczelnik więzienia funduje mu w sumie 9 miesięcy w karcerze, czyli izolatce... Ksiądz Zych spędza w więzieniu 4 lata, 7 miesięcy i 5 dni. Świadectwo zwolnienia skazanego otrzymuje 10 października 1986 roku... Publikuje wspomnienia więzienne w wychodzącym poza cenzurą piśmie JAWNIAK. Sympatyk Niezależnego Ruchu Społecznego im. Ks. Jerzego Popiełuszki. Pełni obowiązki kapelana Okręgu Warszawskiego Konfederacji Polski Niepodległej.

- Skromny, odważny, wielkoduszny – wspomina Leszek Moczulski. – Występował jako kurier w poufnych sprawach KPN. Grożono mu śmiercią. Napadli go i pobili nieznani osobnicy, zdaje się kilka razy.

5 lipca 1989 roku, ksiądz wyjeżdża na tygodniowy urlop do Braniewa. Korzysta z gościny ks. Tadeusza Brandysa, proboszcza Parafii św. Katarzyny, swojego spowiednika w czasie odbywania kary więzienia. Podobnie, jak poprzedniego lata, zajmuje maleńki pokoik na pierwszym piętrze plebani. Codziennie, o godzinie 6,15 odprawia Mszę Świętą.

10 lipca spożywa śniadanie z proboszczem, jego siostrą i szwagrem. Braniewski nauczyciel Kazimierz Gursztyn podwozi gościa autem na przystań we Fromborku. Ksiądz Sylwester ma wsiąść na statek płynący na drugą stronę Zalewu Wiślanego, do Krynicy Morskiej. Jak codziennie. Ani bileter na przystani, nikt z załogi statku nie zauważa, by wchodził tego dnia na pokład. Dwa dni później telewizja emituje zrealizowany w tonacji sensacyjnej pseudoreportaż z tezą, że ksiądz raczył się alkoholem w krynickiej dyskotece Riviera i zmarł pół godziny po zniknięciu z lokalu.

Zgon księdza Zycha opinia publiczna łączy z działalnością domniemanej tajnej grupy „nieznanych sprawców” kojarzonych z MSW. Spekulacje i przypuszczenia mają uzasadnienie w niespotykanej serii zbrodni na kapłanach. Śmierć Zycha poprzedzają dwa tajemnicze, acz perfekcyjne morderstwa kapłanów znanych z patriotycznej postawy i działalności - Stefana Niedzielaka oraz Stanisława Suchowolca. Obydwu zbrodni dokonano w ostatnich dziesięciu dniach stycznia 1989 roku, tuż przed rozpoczęciem obrad tzw. okrągłego stołu.

Minister Kiszczak wiedział o stawianych publicznie zarzutach łączących ich zgony z działalnością tajnych struktur MSW. W sytuacji trzeciego na przestrzeni półrocza nienaturalnego zgonu kapłana spodziewano się logicznego i uzasadnionego działania resortu zmierzającego do udzielenia wszelkiej pomocy urzędowi prokuratorskiemu. Szef policji politycznej mógł polecić natychmiastowe wyjęcie z Archiwum „C” MSW teczki zmarłego oraz zabezpieczenie wszystkich (jakichkolwiek!) dotyczących go dokumentów znajdujących się w innych jednostkach resortu.

Minister mógł wydać takie polecenie, wszelako nie musiał. Kiszczak dowiódł, że oczekiwanie od niego postępowania logicznego okazało się w tym wypadku wymaganiem nadmiernym, a może nawet nieuzasadnionym.

15 września 1989 roku, prokuratura zwraca się do ministra spraw wewnętrznych o dostarczenie założonej w 1974 roku teczki ewidencji operacyjnej księdza Zycha oraz informacji o zainteresowaniu służb jego osobą. Kiszczak milczy, co utrudnia śledztwo. Odpowiedź MSW wymuszają monity Departamentu Prokuratury Ministerstwa Sprawiedliwości:

Ksiądz Sylwester Zych nie był przez służby MSW inwigilowany, ani operacyjnie rozpracowywany

- informuje gen. Lucjan Czubiński, jeden z pięciu podsekretarzy stanu w resorcie.

Prokuratorzy przyjmują z dezaprobatą nader oszczędną w treści informację. Zaznaczmy od razu – z dezaprobatą cichą i pokorną. Żaden prokurator z Elbląga nie kwapi się kwestionować oficjalnie odpowiedzi wiceministra wciąż potężnego i groźnego resortu. Niemniej wydaje się niewiarygodne aby policja polityczna reżimu nie posiadała jakiejkolwiek dokumentacji dotyczącej kapłana, którego personalia znał bez mała każdy funkcjonariusz bezpieki i milicji.

Jest schyłek lata 1989 roku. Rozpoczyna pracę rząd Tadeusza Mazowieckiego. Premier, znany dotąd głównie z działalności w prokomunistycznym PAX-ie, koncesjonowanych przez reżim organizacjach katolickich i pełnienia funkcji posła w Sejmie PRL, powierza tekę wicepremiera i szefa MSW Kiszczakowi.

18 września, czyli trzy dni po wspomnianym telefonogramie prokuratury do szefa MSW dotyczącym księdza Zycha, bezpieka przeprowadza stricte tajną operację. W ówczesnym Wydziale IV Stołecznego Urzędu Spraw Wewnętrznych, powołano w trybie pilnym sześcioosobową komisję w składzie trzech kapitanów, porucznik, chorąży i kobieta w stopniu sierżanta. Wszyscy są funkcjonariuszami SUSW; od zastępcy naczelnika do młodszego inspektora. Komisja ma do wykonania tylko jedno zadanie. Zniszczyć urzędowo Teczkę Ewidencji Operacyjnej na Księdza Sylwestra Zycha!

Żaden z członków komisji nie sprzeciwia się wykonaniu polecenia przełożonych. Popełniają – i podwładni i przełożeni - jeden błąd. Zapominają zniszczyć protokół opisujący przebieg i sfinalizowanie operacji, stąd znamy ich personalia, stanowiska służbowe oraz podpisy.

Znamienna i godna uwagi jest zbieżność dotycząca dwóch dat. Skierowania pytania o księdza Zycha do MSW oraz błyskawicznego powołania komisji i natychmiastowego zniszczenia dokumentów. Trudno uwierzyć w przypadkową zbieżność zdarzeń. Podobnie, jak nie sposób przyjąć za możliwą ignorancję generała Czubińskiego. Podsekretarz stanu MSW musiałby mieć całkiem przytępioną inteligencję gdyby nie wiedział, kim był wciąż nękany przez bezpiekę Zych.

Czubiński mógł udzielić prokuraturze odpowiedzi choćby zbliżonej do prawdy. Przyznanie jednak, że kapłan podczas pobytu w więzieniu, jak i po odzyskaniu wolności pozostawał pod kuratelą policji politycznej jest dla ówczesnego kierownictwa MSW ze wszech miar niekorzystne. Kiszczak układa się akurat z nowymi kontrahentami politycznymi, jak zachować wpływy liderów dogorywającego reżimu.

Ale zniszczenie zasobów archiwalnych MSW dotyczących księdza Zycha ma wymiar wieloaspektowy i nasuwa szereg pytań. Dlaczego wiceminister Czubiński dopuścił się poświadczenia nieprawdy, a tym samym co najmniej usiłował wprowadzić w błąd prowadzącego śledztwo prokuratora? Jakie w istocie były prawdziwe powody zniszczenia dokumentacji SB zmarłego w niejasnych okolicznościach kapłana?

Zniszczenie TEOK Zycha i – jak przypuszczam – innych materiałów archiwalnych na jego temat sprawia, że nic nie wiemy na pewno. Musimy poruszać się w sferze przypuszczeń. Można domniemywać, że znajdująca się w byłym SUSW teczka księdza zawierała materiały mogące pomóc w procesowym wyjaśnieniu okoliczności jego zgonu. Mogły (musiały?) znajdować się w jednostkach resortu materialne ślady niezgodnych z prawem, przestępczych działań funkcjonariuszy bezpieki wobec kapłana.

- Nie wydaje się zbyt prawdopodobne twierdzenie, że ksiądz Zych nie był w ogóle inwigilowany przez funkcjonariuszy MSW – powiedział mi wiosną 1990 roku doświadczony prok. Józef Gurgul, któremu powierzono nadzór nad śledztwem. – Jeśli przyjąć, że podejmowano w stosunku do księdza jakiekolwiek działania, to najprawdopodobniej założono akta operacyjne. Musimy to sprawdzić.

Penetracja archiwów okazuje się spóźniona. O kilka miesięcy. W placówkach MSW dogaszano właśnie pożary „prawnie chronionych” zasobów archiwalnych resortu. Nie można wykluczyć, że powód zniszczenia dokumentacji księdza Zycha tkwił w jej zawartości. Kompromitującej służby podległe MSW, osobliwie kierownictwo resortu. Nie sposób abstrahować od rozpowszechnionego latem 1989 roku przekonania o prowadzących do MSW śladach winowajców zgonu księdza Zycha, jak i wcześniejszych zaledwie o pół roku zbrodni na wspomnianych jego współbraciach w kapłaństwie - Niedzielaku i Suchowolcu.

Nie traćmy jednak z oczu zasady domniemania niewinności. Spróbujmy obronić w powszechnym przekonaniu z pewnością winnych. Odwróćmy więc sytuację. Załóżmy, że pośród zniszczonych materiałów nie było obciążających kogokolwiek z bezpieki. Logika usprawiedliwiającego postępowania podpowiadała wykorzystanie każdej możliwości dowodowej stwarzającej szansę zdjęcia, bądź choćby zniwelowania fatalnego odium zbrodni ciążącego nad MSW. Doskonałym argumentem niewinności policji politycznej reżimu byłby komplet dokumentacji resortu dotyczącej Zycha, nieskalanej śladem przestępczej działalności.

Tajne zniszczenie teczki księdza wyeliminowało, unicestwiło potencjalny atut niewinności bezpieki. Ergo uzasadnione jest przypuszczenie, że kierownictwo MSW nie posiadało owego atutu „usprawiedliwiającego”. O zniszczeniu dokumentacji Zycha zdecydowały względy wręcz przeciwne. Gra toczyła się o zatarcie śladów nieprawnych działań bezpieki wobec kapłana!

Generał Czubiński mija się zatem z prawdą w odpowiedzi do prokuratury. To implikuje aspekt prawny zdarzenia. Podsekretarz stanu dopuszcza się czynu mającego co najmniej znamiona przestępstwa opisanego w kodeksie karnym: funkcjonariusz publiczny lub inna osoba upoważniona do wystawienia dokumentu, która poświadcza w nim nieprawdę co do okoliczności mającej znaczenie prawne, podlega karze pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do lat pięciu. Konkluzja omawianej sytuacji nie jest skomplikowana. Urzędnik w randze wiceministra rządu premiera Mazowieckiego popełnia przestępstwo kwalifikowane jako fałsz intelektualny, polegające właśnie na poświadczeniu nieprawdy przez osobę wystawiającą dokument autentyczny we własnym imieniu, z własnym podpisem.

Informacja o niszczeniu akt policji politycznej ancien regime przedostaje się do opinii publicznej. Dociera do posła Jana M. Rokity, przewodniczącego sejmowej Komisji Nadzwyczajnej do Zbadania działalności MSW. Prosi kierownictwo resortu o wyjaśnienia. Czubiński zbywa posła:

według dokonanych ustaleń organy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych prowadziło rozpracowanie operacyjne jedynie w stosunku do księdza Jerzego Popiełuszki. Materiały te znajdują się w SUSW i mogą być udostępnione Panu Posłowi w uzgodnionym terminie i miejscu1

Rokita czuje się zignorowany. Przewodniczący sejmowej Komisji Nadzwyczajnej domaga się z MSW informacji dotyczących „teczek księży” oraz „akt kontrolnych postępowań karnych”. Czubiński zwodzi Rokitę, jak chłopca. Bezczelnie, jakby oganiał się od natrętnej muchy:

Jak zostałem zorientowany, rzeczywiście w latach poprzednich istniał obowiązek prowadzenia TEOK, które faktycznie stanowiły zbiór danych osobowo-ewidencyjnych zawartych w innych oficjalnych rejestrach np. Biurach Dowodów Osobistych… W miarę zachodzących zmian w polityce wyznaniowej państwa, w tym stopniowej poprawy stosunków [z] Kościołem, ulegał zawężeniu zakres pracy tzw. pionu IV Służby Bezpieczeństwa, a tym samym TEOK stawały się coraz mniej przydatne2

Według Czubińskiego, kierownictwo MSW „zastanawiało się” podobno „już w połowie lat 80-tych” nad zniszczeniem teczek księży:

zwłaszcza, że stosunki między Państwem i Kościołem oraz Polską i Watykanem wchodziły w fazę ich konstruktywnego uregulowania3

Rzekomo polepszające się stosunki na linii Państwo-Kościół skłoniły władzę, osobliwie kierownictwo policji politycznej reżimu, do łaskawości godnej podziwu:

Konsekwencją takich stosunków było odstąpienie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych od zajmowania się Kościołem... Według otrzymanych informacji, ponieważ TEOK nie miały znaczenia historycznego, archiwalnego ani naukowego – zostały wybrakowane i zniszczone, informuje posła podsekretarz stanu MSW4.

Wręcz razi pokrętność przedstawionych „aktów dobrej woli” władzy. Czubiński zapomniał o obowiązujących MSW zadaniach wynikających z zatwierdzonego przez Biuro Polityczne KC PZPR Harmonogramu realizacji założeń polityki wyznaniowej w latach 1985-86. „Dialog i współdziałanie między państwem a Kościołem nie oznacza zawieszenia konfrontacji światopoglądowej, a tylko zmienia jej formy i konsekwencje” – czytamy w dokumencie. Jego autorzy polecają MSW „opracowanie systemu działań wobec politycznie wojujących księży” oraz podjęcie działań „na rzecz zahamowania dalszego rozwoju bazy materialnej i kadrowej Kościoła”.

Jaruzelski et consortes zatwierdzili „harmonogram” dalszej walki z Kościołem tuż po ogłoszeniu wyroku dla wykonawców zbrodni na księdzu Popiełuszce - 26 lutego 1985 roku! Natomiast przepisy resortowe przeciwko Kościołowi i duchowieństwu katolickiego złagodzono, owszem, ale cztery lata później. Zbrodniczy IV Departament MSW i jego odpowiedniki terenowe zlikwidowano dopiero w sierpniu 1989 roku, już po śmierci księży Niedzielaka, Suchowolca i Zycha. Notabene - kilka miesięcy później rozwiązano struktury SB PRL i od tego czasu nie zdarzyła się zbrodnia na księdzu z powodów politycznych.

Czubiński nie wspomniał o zniszczeniu TEOK księdza Zycha ani posłowi Rokicie, ani wcześniej gospodarzowi śledztwa w sprawie śmierci kapłana. Zaprzeczył jego inwigilacji tudzież operacyjnemu rozpracowywaniu przez służby MSW. Zastępca Kiszczaka zataił, co „zdarzyło się naprawdę i co należało stwierdzić”. W jego przypadku nie zachodzi zasada ignorantia facti excusat - nieznajomość faktu jest usprawiedliwieniem. Wyklucza ją zajmowane stanowisko, wykształcenie i tytuł doktora praw.

Popełniony czyn kwalifikuje się do wszczęcia postępowania wyjaśniającego motywy i okoliczności, jakie skłoniły podsekretarza stanu MSW do wprowadzenia w błąd prokuratora prowadzącego śledztwo. Ale w ciągu bez mała ćwierć wieku żaden prokurator nie wykazał inicjatywy w kierunku choćby przesłuchania, ani – tym bardziej! - wszczęcia postępowania przeciwko Czubińskiemu. Zbyt wielu prominentów korpusu prokuratorskiego obawiało się jego wciąż wielkich wpływów?

Faktycznie. Lucjan Czubiński był w PRL potęgą. Należał niewątpliwie do najbardziej wpływowych, prominentnych postaci ostatniego dwudziestolecia PRL. Były Naczelny Prokurator Wojskowy. Były Prokurator Generalny. Generał dywizji WP... W listopadzie 1981 roku, a więc tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego, wraz z desantem wielu wojskowych ląduje w MSW. Kiszczak daje mu najpierw stanowisko dyrektora generalnego, a od lutego 1983 roku – podsekretarza stanu. Pod koniec roku obejmuje prestiżową posadę zastępcy przewodniczącego Komitetu Przestrzegania Prawa, Porządku Publicznego i Dyscypliny Społecznej, którym kieruje Kiszczak. O randze posady świadczą choćby nazwiska innych zastępców przewodniczącego - Zenon Komender (wicepremier), Włodzimierz Berutowicz (Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego), Lech Domeradzki (minister sprawiedliwości) oraz Józef Żyta (szef Prokuratury Generalnej).

To wszystko nie może usprawiedliwiać prokuratorskich zaniedbań dotyczących przestępstwa fałszu intelektualnego, jakiego się dopuścił Czubiński w sprawie inkryminowanej teczki księdza.

Kilku prokuratorów usiłowało rozwikłać zagadkę śmierci kapłana. W ciągu bez mała czterech lat śledztwa przesłuchano kilkuset świadków, zebrano siedemnaście tomów akt i wątpliwości nie ubyło, a raczej przeciwnie. Znaczący udział w ich mnożeniu ma generał Czubiński.

4 grudnia 1993 roku, prokurator Bogusław H. Michalski podpisał utrzymał w mocy postanowienie o umorzeniu śledztwa w sprawie śmierci księdza Zycha. Stwierdził przy tym w sposób tyleż wyraźny, co znamienny, iż wyniki śledztwa nie mogą być uznane przynajmniej jako zadowalające:

- Zebrane dowody nie pozwalają nawet na dokonanie ustaleń o znaczeniu podstawowym, dotyczącym stanu faktycznego.

(Rzeczpospolita, 24 X 2013).

1 Pismo podsekretarza stanu MSW PRL gen. dyw. Lucjana Czubińskiego z 17 lutego 1990 r. Kserokopia w zbiorach autora.

 

2 Pismo podsekretarza stanu Lucjana Czubińskiego do przewodniczącego sejmowej Komisji Nadzwyczajnej posła Jana Rokity z 5 marca 1990 r. nr SVCz-358/89. Kserokopia w zbiorach autora.

 

3 Op. cit.

 

 

4 Op. cit.